Czerwone Wierchy, kozice i niedźwiedź…

Czerwone Wierchy, kozice i niedźwiedź…

Ulubionym miejscem Zofii Radwańskiej-Paryskiej w Tatrach były zawsze Czerwone Wierchy. Można tam bywać co miesiąc i za każdym razem wyglądają one inaczej. Za każdym razem kwitnie coś innego, inne zapachy, inne kolory. Właściwie już straciłem rachubę, który to raz wybraliśmy się ich szczytami.

Pierwsza połowa czerwca, impuls, urlop, pobudka, wyjazd rano i około 8.30 jesteśmy w Zakopanem. Żeby trochę zaoszczędzić nogi postanawiamy wyjechać kolejką na Kasprowy… no tak,  już trochę ludzi w kolejce do kolejki jest, więc swoje trzeba odstać.

fot. Piotr i Barbara Dejko

Można by w zasadzie iść od razu przez Kondratową, ale po niedawnej ospie kondycja naprawdę tragiczna.

Wreszcie jesteśmy na górze.

fot. Piotr i Barbara Dejko

Przez chwilę przebiega nam przez myśl, a może Świnica,

fot. Piotr i Barbara Dejko

ale jednak wracamy do pierwotnych planów czyli ruszamy na zachód. Pogoda dopisuje, nie jest za gorąco tylko te chmury trochę niepokoją. Mamy jednak nadzieję że nie dupnie. Ledwo zeszliśmy w stronę Goryczkowych czub, a już mamy znajome widoki,

fot. Piotr i Barbara Dejko
fot. Piotr i Barbara Dejko

po lewej Dolina Cicha, po prawej Goryczkowa i Giewont  przed nami nasz cel, czyli Czerwone Wierchy. Gdzieś dalej po lewej w chmurach majaczą Bystra, Starorobociański i Rohacze, … No i to kwiatowe Eldorado…biało, żółto, różowo, fioletowo…w oczach aż się mieni od kolorów późnej tatrzańskiej wiosny.

Sasanka alpejska

Sasanka alpejska
fot. Piotr i Barbara Dejko

Urdzik karpacki

fot. Piotr i Barbara Dejko

Szlak granią nad Doliną Bystrej, mimo że tak dobrze już znany, ani przez chwilę nie nudzi.

fot. Piotr i Barbara Dejko

Tracimy dużo czasu na robienie zdjęć, bo co krok nowe kwiaty.

Podbiałek alpejski

fot. Piotr i Barbara Dejko
fot. Piotr i Barbara Dejko
fot. Piotr i Barbara Dejko
fot. Piotr i Barbara Dejko

Zmiana obiektywu na długą Sigmę bo wypadałoby jakieś makro zrobić…. Słychać gdzieś nad głową donośne tak charakterystyczne skrzeczenie… dobrze, że akurat zmieniłem obiektyw. Udaje się złapać w kadr kruka sunącego nad naszymi głowami.

fot. Piotr i Barbara Dejko

Kurcze duży jest… Kiedyś nad Goryczkową Czubą kołował orzeł…. Dziś, aż tyle szczęścia nie mamy. Powoli zbliżamy się do Kopy Kondrackiej. Niestety powoli, kondycja chyba została w domu, bo na podejściu z Przełęczy pod Kopą sapię jak lokomotywa.

Biegacz zielonozłoty

fot. Piotr i Barbara Dejko

Zawsze mogę brak formy zwalić na ospę 🙂 Zatrzymujemy się na chwilę odpoczynku.

fot. Piotr i Barbara Dejko
fot. Piotr i Barbara Dejko

Pierwiosnka maleńka

fot. Piotr i Barbara Dejko

Boimka dwurzędowa

fot. Piotr i Barbara Dejko

Mały dopalacz, czyli kawałek chałwy. Pogoda dalej bez zmian, czyli trochę słońca, trochę chmur i widoki nieziemskie.

fot. Piotr i Barbara Dejko

Pełnik alpejski

fot. Piotr i Barbara Dejko

Cóż… trzeba wreszcie pobawić się HDR-em, więc znowu zmiana szkła. Basieńka rusza powoli w kierunku Małołąckiej Przełęczy a ja pstrykam, pstrykam, pstrykam…. Po chwili zaczepia mnie jakaś kobieta „Pana Żona prosiła, żeby się Pan pospieszył, bo są kozice” Co? Kozice? Zdążyłem tylko wymamrotać podziękowania i szybko plecak na grzbiet i w dół…

Faktycznie, cały kierdel spaceruje sobie po przełęczy.

fot. Piotr i Barbara Dejko
fot. Piotr i Barbara Dejko
fot. Piotr i Barbara Dejko

Nic sobie nie robią z idących szlakiem ludzi. W zasadzie nie ma się im co dziwić, wszak to one są u siebie. To my, ludzie jesteśmy tu gośćmi.

fot. Piotr i Barbara Dejko
fot. Piotr i Barbara Dejko
fot. Piotr i Barbara Dejko

Tu, na Czerwonych Wierchach, to moje trzecie spotkanie z kozicami, ale takiego stada to jeszcze nie spotkałem. I to z tak bliska! Są za nami, obok, przed nami…

fot. Piotr i Barbara Dejko
fot. Piotr i Barbara Dejko
fot. Piotr i Barbara Dejko
fot. Piotr i Barbara Dejko
fot. Piotr i Barbara Dejko

Niemalże na wyciągnięcie ręki. Normalnie  szok!

E… nie! … tu na Czerwonych to chyba normalne… w 1988 roku na Kopie Kondrackiej jedna sztuka pasła się 4 m ode mnie.

fot. Piotr i Barbara Dejko
fot. Piotr i Barbara Dejko
fot. Piotr i Barbara Dejko

Nawet nie zauważyliśmy jak mija czas… Na przełęczy spędzamy grubo ponad godzinę. Aż nie chce się iść… W sumie nawet nie ma jak, bo cap stanął na środku szlaku i ani myśli się ruszyć.

fot. Piotr i Barbara Dejko
fot. Piotr i Barbara Dejko

W końcu litując się nad nami, powoli schodzi z drogi i ruszamy pod górę.

Goryczka wiosenna

fot. Piotr i Barbara Dejko

Pełnik alpejski

fot. Piotr i Barbara Dejko

Gnidosz dwubarwny

fot. Piotr i Barbara Dejko

Gęsiówka alpejska

fot. Piotr i Barbara Dejko

Znowu kondycja, a raczej jej brak, daje o sobie znać i powoli wchodzimy na szczyt Małołączniaka. Rozsiadamy się i chłoniemy widoki.

Fiołek alpejski

fot. Piotr i Barbara Dejko
fot. Piotr i Barbara Dejko
fot. Piotr i Barbara Dejko
fot. Piotr i Barbara Dejko

Odsapka też nam się należy. Zastanawiamy się, którędy schodzić w dół.

fot. Piotr i Barbara Dejko
fot. Piotr i Barbara Dejko

Trzymamy się pierwotnego planu, i będziemy Długim Upłazem, a potem przez Żleb Kobylarza iść na Przysłop Miętusi i dalej do Doliny Małej Łąki.

fot. Piotr i Barbara Dejko

Oczywiście i tutaj kolejne kozice.

fot. Piotr i Barbara Dejko
fot. Piotr i Barbara Dejko

Tym razem koza z dwójką zupełnych maluchów… kawałek dalej już przy zejściu w Żleb kolejne… który to już raz zatrzymujemy się i robimy zdjęcia… można tak bez końca.

fot. Piotr i Barbara Dejko

Teraz już stromo w dół. Szlak prowadzi po osypujących się kamieniach. Gdyby nie widoki i to co pod stopami, to co kwitnie byłoby to bardzo nużące.  Dochodzimy od małego prożku. No cóż…po Żlebie Kulczyńskiego to istny rzęch 🙂 ale faktycznie dla mniej wprawnych to może sprawić jakiś kłopot. W każdym razie trzeba uważać, bo słońce trochę nas zmęczyło i można się przejechać… Aparat cały czas na szyi, bo wszędzie kolorowo i kwitnąco.

Lepnica bezłodygowa

fot. Piotr i Barbara Dejko

Pierwiosnka wyniosła

fot. Piotr i Barbara Dejko

Paryscy mieli rację…. Czerwone Wierchy to naprawdę kwiatowy raj. Niektóre kwiaty widzę pierwszy raz… pstrykam wszystko po kolei… na spokojne oznaczanie przyjdzie czas w domu.

Lilijka alpejska

fot. Piotr i Barbara Dejko

Jaskier alpejski

fot. Piotr i Barbara Dejko

Teraz szkoda na to czasu. A jest go coraz mniej… Okazało się że kozice,  robienie zdjęć, kwiaty, podziwianie widoków zajęło nam duuuużo czasu. Teraz tyłek w troki i w dół. Wreszcie koniec tych osypujących się kamieni. Po długiej przerwie jesteśmy pierwszy raz w tym roku w Tatrach, więc zmęczenie daje się trochę we znaki a tu jeszcze trochę drogi przed nami.

Powojnik alpejski

fot. Piotr i Barbara Dejko

Teraz już blisko las i potem to rzut beretem (chyba) na Przysłop. Tak sobie luźno z Basieńką rozmawiamy , że poprzednio na Czerwonych był świstak… teraz kozice…. to do kompletu przydałby się jeszcze niedźwiedź…no może nie z tak bliska jak kozice, ale wypadałoby zobaczyć go trochę bliżej, niż parę lat temu w Gąsienicowej.

Wreszcie jesteśmy w lesie. Szeroki szlak trawersuje zalesione zbocze…. Na końcu dłuższej prostej… O ku…! jakieś 100 m na wprost nas biegnie niedźwiedź!!!…. W bok…. Nigdy tak szybko nie biegliśmy w górę zbocza… zdążyliśmy uciec od szlaku jakieś 15-20m…. a biegnący na nas niedźwiedź okazał się wielkim psem…. Cholera… zdążyliśmy się nieźle przestraszyć…Kolor sierści jak u misia….no ciepło się zrobiło… to fakt. Teraz już w trójkę 🙂 schodzimy na Przysłop Miętusi…. Ależ to się pozmieniało od 1990 roku. Gdzieś na tej wielkiej polanie powinno być zejście do Doliny Małej Łąki. Nasz nowy towarzysz bezbłędnie prowadzi nas na dół.. co jakiś czas odbiega od nas, po czym wraca jakby nas pilnował… No tak.. pies pasterski pilnuje stada …. W dolinie już robi się szaro…. Gdy docieramy do jej wylotu już zapada zmrok. Ostatnią kanapką dzielimy się z naszym kudłatym kolegą…. Cwaniak! Zjadł ser, wędlinę i wzgardził chlebem 🙂 jakoś z tym będziemy musieli żyć 🙂

I teraz spotyka nas niespodzianka…komunikacja busami o tej porze już nie funkcjonuje, a trzeba jakoś dostać się do Zakopanego…. Próbujemy złapać okazję…..i na nasze szczęście zatrzymuje się bus…. Żołnierze wybrali się na alkoholowe zakupy do Zakopanego 🙂 Jak fuks to fuks 🙂

Jest dobrze przed 22 jak docieramy do naszego Mundka… za 2,5 godziny będziemy w domu… czasem takie szalone wyjazdy na jeden dzień są najbardziej owocne…

Piotr i Barbara Dejko