Czerwone Wierchy

źródło mapa-turystyczna.pl

Mapa Kiry – Chuda Przełączka

źródło mapa-turystyczna.pl

Mapa Chuda Przełączka – Kopa Kondracka

Dane merytoryczne uwzględniając start z Kiry:

Ruszamy!!! Czerwone Wierchy czyli długi kilkugodzinny i wcale nie taki delikatny trekking. Start planujemy wcześnie rano np. godzina 5 lub 6 jeśli oczywiście idziemy latem. Zostawiamy samochód na parkingu lub wysiadamy z busika w Kirach i wchodzimy na szlak. Zaczynamy w Kirach szlakiem zielonym prowadzącym przed Dolinę Kościeliską, ale to tylko na chwilkę i zaraz za pierwszymi tojtojami 🙂 odbijamy w lewo na czerwony szlak. Tutaj przeskakujemy mostkiem przez potok i ruszamy pod górę na początek kilka wystających skałek dalej po udeptanym leśnym szlaku. Co chwilkę pokazują nam się wystające skałki wiec warto mieć buty górskie a nie adidasy. Po lewej widzimy Dolinę Miętusiuą po prawej między innymi Stoły.  Upłaz to polana na której w słoneczne dni można się wylegiwać w wysokiej trawie. Takim typem szlaku dochodzimy do Polany Upłaz dalej do Pieca. Skąd mamy piękny widok na nasz szlak w górę jak i na Giewont.

 

Dalej mamy zrobione schody nawet z poręczą i znów udeptany szlak tym razem prowadzący już na Chudą Przełączkę. Po drodze będziemy mieli źródełko z którego możemy nabrać wody. Polecam wodę z górskich źródeł i potoków wysokogórskich. Przetestowane na sobie i wielu osobach, nie ma po tej wodzie żadnych rewolucji. 🙂 Dzięki właśnie takim potoczkom, potokom, strumykom czy źródłom możemy pozwolić sobie na zabranie ze sobą mniejszej ilości wody, bo mamy opcje napełnienia butelki po drodze. Pamiętajcie aby sprawdzić na mapie czy takie źródła wody będziecie mieli na szlaku.

Chwila przerwy i podziwianie widoków na Polską i Słowacką stronę. Warto na Czerwone Wierchy wybrać się we Wrześniu ponieważ wtedy robią się koloru czerwonego. Porastająca je roślinność przybiera w zasadzie rudawy kolor na jesień.

Na Ciemniak idziemy po skałkach ułożonych w szlak i po drodze warto rozglądać się bo widoki dość szybko się zmieniają. Możemy też iść trochę bokiem i wtedy idziemy po udeptanej ścieżce.

Zaskakujące jest w tym szlaku to, że idziemy tak prostym terenem, nie mamy żadnych łańcuchów czy też ostrego nachylenia szlaku a mamy jedne z piękniejszych widoków w Tatrach.

Dalej idziemy zakosami teraz już po skałkach ułożonych w szlak i ostatni kawałek ubitym szlakiem. Skałki już się wykruszyły. No i tak docieramy na Ciemniak, pierwszy z czterech ponad dwutysięczników, który dziś zdobędziemy.

Kto by pomyślał jednego dnia cztery szczyty powyżej dwóch tysięcy.

Na Ciemniaku proponuję zrobić przerwę, zjeść, odpocząć i napawać się pięknymi widokami. Za nami mniej więcej połowa dzisiejszej wyprawy, licząc z zejściem. Wyłóżcie się na trawie pomiędzy skałkami i odpocznijcie. Łapcie czyste górskie powietrze, pozbawione smogu i przeżywajcie orgazm oczami.

Gdy już napoiliśmy się i płynami i widokami, zjedliśmy coś pożywnego to ruszamy dalej, przed nami Krzesanica najwyższy punkt naszej dzisiejszej wędrówki. Szlak wiedzie lekko w dół na Mułową Przełęcz i w górę na Krzesanice.

Wskakujemy po skałkach na Krzesanice, dalej udeptanym szlakiem i oto jesteśmy 2122 m n.p.m. Najwyższy punkt i zarazem drugi z czterech dzisiejszych ponad dwutysięczników. Tutaj jedne z najpiękniejszych widoków na Tatry Wysokie i Słowackie. Z tego powodu tutaj możemy posiedzieć i podziwiać. Nie zapomnijcie dorzucić kamienia na kamiennych kopcach. To taki zwyczaj, żeby wrócić w to miejsce, a wracając fajnie jest zobaczyć właśnie swój kopiec.

Zdjęcie: Edyta Gorczyca

Jak go poznać? Zrobić go w oddali od wszystkich innych i wybrać charakterystyczne kamienie, lub wyryć kamieniem w kamieniu znak. Nigdy nie próbujcie się podpisywać czy bazgrać po kamieniach przy użyciu jakiegoś markera czy innego dziadostwa. To nie jest cool!!! 🙂

No i znów lecimy w dół tym razem na Litworową Przełęcz i znów w górę. Udeptanym szlakiem idziemy w stronę Małołączniaka. Tutaj również mamy kopczyki. Mamy z tego miejsca możliwość zejścia przez Czerwony Grzbiet gdzie później spotkamy kilka dosłownie chyba 5 lub 6  bardzo prostych łańcuchów.

Mamy też możliwość pójścia na ostatni i najniższy z Czerwonych Wierchów czyli Kopę Kondracką.

Szlak wiedzie udeptaną ścieżką w dół a następnie przechodzi w żółty szlak który prowadzi na sam dół przez Dolinę Małej Łąki, łącząc się z szlakiem, który prowadzi z Giewontu.

No i tyle Czerwonych Wierchów. Pamiętajmy o złotej zasadzie. “NIE ŚMIEĆ ŁOSIU”, nie zostawiamy za sobą żadnych śladów naszej obecności. Zostawmy to miejsce czyste i dzikie takie jakie zawsze było.

Ahoj!!! 🙂

Borys Sier

Jako bonus zdjęcia analogowe oraz zimowe Czerwone Wierchy

fot. Piotr Dejko
fot. Piotr Dejko
fot. Piotr Dejko
fot. Aleksandra Klimas