Hala Gąsienicowa

źródło mapa-turystyczna.pl
źródło mapa-turystyczna.pl

Dane merytoryczne uwzględniające start w Kuźnice i zakończenie na Hala Gąsienicowa:

Kto się znajdzie w Tatrach, prędzej czy później postanowi odwiedzić jedno z najpiękniejszych tatrzańskich miejsc, czyli Halę Gąsienicową. Wielu turystów tam kieruje swoje pierwsze kroki, a dla chcących iść wyżej, Hala jest miejscem startowym ze względu na liczbę szlaków rozpoczynających tam swój bieg. My wybieramy się tam właśnie dzisiaj i gdy już się znajdziemy w Kuźnicach, stajemy przed dylematem, którędy iść. Z Kuźnic na Halę prowadzą dwie trasy: żółty szlak przez Dolinę Jaworzynki, drugi, niebieski, przez Boczań. Oba podobnie popularne i podobnie zatłoczone, szczególnie w sezonie letnim. Boczań w ocenie wędrowców łatwiejszy i mniej męczący, natomiast szlak przez Jaworzynkę określany bywa jako długi i dający w kość, choć są podobnej długości.

Tym razem padło na Boczań, obieramy więc kierunek zgodnie z niebieskim kierunkowskazem i ruszamy w drogę. Szerokim mostem przechodzimy przez potok Bystra, by za parę chwil znaleźć się w lesie. Po około 10 minutach szlak się rozwidla, my idziemy w prawo, natomiast zielony szlak na wprost nas wybiorą ci, którzy chcą wejść na Nosal. Przez krótki czas idziemy zboczem Nieboraka (ok. 1218 m n.p.m.), by następnie wyjść na Boczań. Jest to wzniesienie o wysokości 1224 m n.p.m., z którego niestety widoków żadnych nie uświadczymy, gdyż nadal idziemy przez las. Dość nużącego podejścia na tym odcinku nie uprzyjemnia też droga wyłożona dużymi kamieniami (w stylu kocich łbów), które w czasie deszczu są śliskie i mogą grozić upadkiem, więc ostrożność jak najbardziej wskazana. Na wzniesieniu Boczania znajduje się kilka skał, m.in. Cyganka i Cycek, a także jedna jaskinia: Jaskinia w Cycku o długości 18 metrów.

Początkowo szlak ten był drogą do zwozu rudy żelaza, którą transportowano do Kuźnic, zaś dla celów turystycznych rozbudowano go w 1979 r.

Droga przez las będzie nas wiodła przez około 20 minut. Po wydostaniu się z lasu idziemy bardzo przyjemnym szlakiem z pięknymi widokami na Nosal i Wielki Kopieniec z Doliną Olczyską oraz Giewont. Idziemy teraz przez Skupniów Upłaz, czyli długi wapienno-dolomitowy grzbiet położony między Doliną Jaworzynki a Doliną Olczyską. Nazwa ta, jak wiele nazw tatrzańskich, wywodzi się od nazwiska, natomiast słowo upłaz w gwarze góralskiej oznacza łagodny, trawiasty grzbiet. Smutną ciekawostką jest fakt, że zbocza Skupniowego Upłazu jak i Boczania były miejscem wypasu owiec, co w rezultacie doprowadziło do bezmyślnego zniszczenia stoku i gleby, którą wydeptywaną przez owce rozmywały deszcze. By wypasać owce, wycinano lasy i kosodrzewinę. Po przejęciu terenu przez Tatrzański Park Narodowy rozpoczęto naprawę zniszczeń poprzez nasadzenia drzew, głównie modrzewi. Dzisiaj tereny te są w dużo lepszym stanie. Jednak nadal widać ślady dawnej ingerencji człowieka. Niepokój budzi też niszczejąca wschodnia część grzbietu Skupniowego Upłazu, co dzieje się z powodu tysięcy turystów wydeptujących szlak. Zbocze ulega powolnej, nieprzerwanej erozji.

Pamiętajmy, by na tym odcinku trzymać się prawej strony szlaku, gdyż z lewej otwiera się spora przepaść. Wypadki w tym miejscu raczej się nie zdarzają, choć zanotowano tragedię w tym rejonie. W 1994 r. śmigłowiec TOPR runął z wysokości 200 m w lasy wokół Kopieńca. Śmierć poniosły wówczas 4 osoby nim lecące.

Za chwilę miniemy Diabełka (1450 m n.p.m.), czyli niewielkie siodełko między Wielką Kopą Królową (1531 m n.p.m.) a Skupniowym Upłazem i już jesteśmy na Przełęczy Między Kopami (1499 m n.p.m.), która zwana bywa Karczmiskiem. Stał u kiedyś barak górniczy, prawdopodobnie stąd ta nazwa.
Są tu ławeczki, więc pora na przystanek, łyk wody, chwilę odpoczynku. Podobnie myślą inni, więc wolne miejsce na ławce trudno znaleźć. Widzimy stąd piękne panoramy Giewontu i Czerwonych Wierchów.

Ruszamy dalej. Wędrujemy przez spłaszczenie Królowej Równi, przez chwilę lekko w dół. Już tylko metry dzielą nas od przepięknej Hali Gąsienicowej, gdzie wzrok nasz przykuwają pnące się ku niebu szczyty Granatów, Koziego Wierchu, Świnicy, imponującego Kościelca… Pięknie i malowniczo wyglądają drewniane chaty – szałasy porozrzucane po Hali. Są one pamiątką po dawnej wiosce pasterskiej. Szałasy pięknie harmonizują z potęgą gór, a gdy jeszcze zakwitnie wierzbówka kiprzyca i swoim fioletowym kwieciem okryje Halę – nasze oczy znajdą się w prawdziwym raju.

Mijamy leśniczówkę Księżówkę i chatę Betlejemkę (siedziba Centralnego Ośrodka Szkoleniowego PZA) i jesteśmy na rozdrożu. Krzyżuje się tu wiele tras: na Zawrat, Świnicę, Kasprowy Wierch, Krzyżne. Jest to świetna baza wypadowa w wyższe partie gór.

Magdalena Białkowska