Słowacki Raj – Sucha Bela

Słowacki Raj to jakby park rozrywki zbudowany przez naturę i trochę ułatwiony przez człowieka. Znajduje się w miejscowości Hrabušice na  Słowacji. Dojazd z Zakopanego znajdziecie poniżej. Google pokazuje czas przejazdu 2 godziny jednak przy porannych godzinach można to na spokojnie nie łamiąc przepisów zrobić w godzinę z malutkim haczykiem. Nie warto jechać przez Poprad ponieważ możemy wpaść w korki, a tą trasą, która jest zaznaczona przelatujemy klimatycznymi Słowackimi wioskami przez jedno miasteczko.

Parking w Hrabušice kosztuje 3 euro, wejście do parku 1.5 euro. Dziś ruszymy na szlak nazwany Sucha Bela. Możemy go potraktować jako jedną z np. dwóch atrakcji tego dnia ponieważ całość Suchej Beli zajmie nam około 4 godzin.

Polecam go wszystkim, którzy chcieli by nabrać trochę doświadczenia z łańcuchami i trochę przekonać się do ekspozycji. Pamiętajcie aby zabrać dobre wodoodporne buty no i przydadzą się rękawiczki na łańcuchy. No i nie zapomnijcie o dużej dawce dobrego humoru. W ciepły dzień można się tu schować przed prażącym słońcem.

Dane merytoryczne uwzględniające start w Podlesok, przejście szlaku Sucha Bela i powrót do Podlesok

Suchą Bele zaczynamy przy mapie gdzie warto strzelić telefonem fotkę żeby mieć na wszelki wypadek mapę ze sobą, nie trzeba jej kupować. Od mapy idziemy w lewo i przez trawnik docieramy do budki strażnika parku. Możemy również u niego kupić bilety i nie trzeba stać w kolejce na parkingu.  Schodzimy po podeście na brzeg potoku. Tak potoku. Cała trasa Suchej Beli wiedzie przez potok. Czasami idziemy bokami, czasami środkiem po kamieniach lub belach a czasami wchodzimy drabinkami wśród wodospadów.  No ale powoli. Idziemy sobie brzegiem lewym i prawym na przemian, zelży gdzie nam wygodniej i bardziej sucho. Tak wiem, miała być sucha bela a tu morko jak…. 🙂 no ale docieramy wśród skał idąc potokiem czy tez jego brzegami do pierwszych kładek.

fot. Borys Sier

Wskakujemy na kładki, nie boimy się są stabilne tylko drewno czasem potrafi być śliskie wiec stawiamy ostrożnie nasze giczały. Teraz maszerujemy nad potokiem, w tym miejscu zrobiło się dość wąsko i co za tym idzie głęboko. Kładki towarzyszą nam przez dłuższą chwilę aż trafiamy na podesty. Tutaj już jesteśmy trochę wyżej nad potokiem i przechodzimy po podestach zamocowanych w skale.

Dochodzimy znów do poszerzenia się szlaku i schodzimy z podestów na brzegi potoku.  Jest tutaj bardzo szeroko wiec ilość wody jest zdecydowanie mniejsza. Wśród skał, po kamieniach, kamlotach i kłodach pniemy się do góry. Słowacki Raj jest bardzo dobrym schronieniem w gorące dni, potok płynący oraz cień i skały powodują, że jest wtedy przyjemnie chłodno.

fot. Borys Sier

W ten sposób docieramy do pierwszych drabinek. Drabinki są zastosowane aby było nam wygodniej i łatwiej pokonać kilka wodospadów. Niektóre drabinki są dodatkowo wyposażone w łańcuchy, które ułatwiają sprawę ponieważ te drabinki nie są mocno pionowe. Na mocno pionowych łańcuchów już nie będzie, ale nie jest to żadnym utrudnieniem.

fot. Borys Sier

Przeskakujemy drabinką i zaraz trafiamy na następną. Tak jak już wspomniałem nie wszystkie są wyposażone w łańcuchy.

fot. Borys Sier

No i na górze tej drabinki spotykamy się z drugim wodospadem, który jest w zasadzie połączony z tym wodospadem obok drabiny. Dalej idziemy w niezbyt mocnym nachyleniu w górę. Tym razem trafiamy na stalowe podesty a obok nich mamy łańcuch. Robi się trochę ciasno. Tutaj zwrócę uwagę, że dla dzieci przyda się na Suchej Beli przynajmniej kask, a jak ktoś chce mieć 100% świętego spokoju to lonża, nawet taka z taśmy i karabinka. Oczywiście uprząż do lonży to wiadomo. Dla dorosłych, nawet tych strachliwych nie aż tak bardzo nie będzie potrzebny taki zestaw. Trzeba trochę powalczyć ze swoimi duchami.

fot. Borys Sier

Jak już trafimy za róg czy też jak kto woli za winkiel to pokazuje nam się widok na kolejne dwie drabinki i mostek, oraz dwie czy trzy klamry. Warto tutaj się zatrzymać i porobić trochę fotek. W razie czego można spokojnie przepuścić innych bo jest tu trochę więcej miejsca. Pamiętajcie też, że drabinki, kładki i cała reszta nie jest pancerna i nie pchajmy się na siłę w kilkadziesiąt osób na jedną z nich.

fot. Borys Sier

Tutaj trafiamy ja najbardziej stromą drabinkę i w sumie najdłuższą, uwaga 🙂 lekko się gibie 🙂 znaczy jest trochę luźna, A przynajmniej była w lipcu 2017. ps. nie bójcie to na zdjęciach wgląda tylko tak harrrrrrdkorowo. 🙂

fot. Borys Sier

Dalej przeskakujemy na długi zestaw kładek przeplatanych z podestami a wokoło nas wysokie i popękane skały. Nad nimi widzimy prażące słońce, a nam jest przyjemnie chłodno.

fot. Borys Sier

Takim szlakiem po dłuższym czasie docieramy już do ostatniego wodospadu a co za tym idzie do ostatnich drabinek. Ilość wody i efektowność wodospadów jest niestety uzależniona od ilości opadów deszczu.

fot. Borys Sier

Wiec i mniej padało tym mniej wody i mniej efektowne te wodospady. Jednak jak by ktoś pytał, to uważam, że można z nich spokojnie pić wodę. Ja mam niezbyt pancerny układ pokarmowy a nigdy nic złego mi się podczas picia wody z górskich potoków czy wodospadów nie stało.

fot. Borys Sier

Na górze przechodzimy przez wyżłobioną przez wodę bramkę skalną i teraz już do samej góry idziemy bardzo szerokim korytem potoku. Zaczyna do nas docierać słońce i powoli ociepla się powietrze. Na końcu napotykamy drewnianą budkę z której płynie woda, możemy tutaj uzupełnić zapasy wody i ruszamy dalej. Dotarliśmy już na górę więc musimy zdecydować co dalej.

Możemy zejść do parkingu żółtym a następnie pomarańczowym szlakiem, lub pójść do Klasztoriska. Zależy kto ma ile czasu i siły. A o Klasztorisku w innym temacie.

Pamiętajcie o złotej zasadzie aby nie śmiecić ani nie niszczyć niczego na szlaku. Góry najlepsze są prawdziwe i naturalne. Ahoj!!!

Borys Sier