Świnica

źródło mapa-turystyczna.pl

Dane merytoryczne uwzględniając start z Kuźnic:

Świnica świńska góra na którą  ja trafiłem spontanicznie 🙂

A więc tak. Można na nią dotrzeć od strony Hali Gąsienicowej przez Przełęcz Świnicką, z Kasprowego Wierchu przez Suchą Przełęcz Skrajną do Świnickiej Przełęczy lub od strony Zawratu na Świnice.

Opiszę dla was według mnie najciekawszy szlak czyli opcję numer jeden.

Startujemy z Kuźnic i tutaj mamy dwie opcje, przez Boczań i przez Dolinę Jaworzynki, sam osobiście zdecydowanie wole przez Boczań czyli szlak niebieski, jest 5 min dłużej ale dużo ładniejsze widoki. Możemy zacząć trochę później niż zwykle, ponieważ szlak nie jest tak mocno uczęszczany jak autostrada do Morskiego Oka. My zacząłeliśmy w lipcu o 8 rano i na totalnym luzie ze sporymi przerwami na podziwianie widoków skończyliśmy o 19:30.

Lecimy po szlaku wręcz cywilizowanym z ułożonych kamieni na Boczań i dalej  na Przełęcz Miedzy Kopami. Tutaj łączymy się ze szlakiem, który mogliśmy wybrać czyli żółtym który szedł przed Dolinę Jaworzynki.

Z tego miejsca ruszamy w stronę Hali Gąsienicowe, teraz wydeptaną ścieżką i wśród resztek kamieni. Po jakiś 20 minutach docieramy na Hale i tutaj zatrzymajmy się na dłuższą chwile.

Hala Gąsienicowa to miejsce do, którego mam wielki sentyment, kocham to miejsce i potrafię tutaj przesiadywać godzinami i wgapiać się w piękno tego miejsca i wszystkiego co go otacza. Nie gnamy do przodu siadamy spokojnie i odpoczywamy a naszym oczom pozwalamy napawać się pięknem. Tak wiem, miałem pisać o Świnicy, ale wybaczcie zbyt mocno KOCHAM Halę Gąsienicowa.  A jeszcze piękniej wygląda w Sierpniu ponieważ kwiaty zaczynają kwitnąć

Jak już uda wam się ruszyć dalej, mnie muszą zawsze siłą wyciągać. To docieracie do schroniska Murowaniec, tutaj można coś szybko przekąsić i lecimy dalej kawałeczek żółtym szlakiem i wskakujemy na szlak czarny.

Docieramy do Zielonego Stawu i teren zaczyna się trochę pochylać, wreszcie znów pod górę a nie po płaskim.

Mijamy również Czerwone Stawki oraz Kurtkowiec i Zadni Staw Gąsiennicowy.

Szlak ma już dość spore nachylenie, ale to nas nie przeraża przecież to jest właśnie super w chodzeniu po górach, a jeśli nas przeraża to łamiemy swoje lęki i lecimy dalej. Obiecuje wam naprawdę warto!!! 🙂

Tutaj zatrzymujemy się na chwilę, bierzemy głęboki oddech i zamykamy oczy. Po chwili otwieramy je i napawamy się widokami. Jest przepięknie dookoła, na dole widać Hale Gąsienicową, wyżej nasz cel Świnica wygląda majestatycznie i budzi szacunek. Szacunek i rozwaga… NIGDY ALE TO NIGDY NIE ZAPOMNIJCIE O SZACUNKU DLA GÓR!!! Szacunek nie musi oznaczać smutku i wielkiej powagi.

Lecimy kawałek wyżej, teraz jest już stromo i zaczyna się mała adrenalinka, przejście kawałek po skale a nie po ułożonym szlaku delikatnie przygotowuje nas na część dalszą podejścia.

Kawałek w górę i jesteśmy na Przełęczy Świnickiej. Tutaj spotykamy się z szlakiem czerwonym, który prowadzi z Kasprowego Wierchu. Klimat już wysokogórski jak na Tatry. Nie zapomnijmy podziwiać pięknych widoków na Polską i Słowacką stronę, pamiętajcie też, że tradycją jest witanie się z innymi ludźmi na szlaku. Mówimy cześć, dzień dobry czy jeśli wiemy, że to np. Słowacy to Ahoj :). Nigdzie nie spotkacie tak uprzejmych i wspaniałych ludzi jak w górach. Tutaj już raczej nie występują Janusze i Grażynki. Jesteście wśród swoich.

Odpoczywamy i napawamy się potęgą i pięknem. Nigdy o tym nie zapomnijcie.

(Na zdjęciu powyżej widać szlak z Kasprowego Wierchu w stronę Świnickiej Przełęczy.)

Po chwili lecimy dalej, zostało nam do szczytu jakieś 30 minut według map i oznaczeń 40 min.

Tutaj szlak wiedzie już ostro pod górę i po chwili zaczynają się łańcuchy. Nie taki diabeł straszny jak go malują, akurat tutaj szczerze mówiąc łańcuchy są bardzo przydatne w zimę, w lato również można ich używać lecz nie jest to tak bardzo potrzebne.

(zdjęcie: Marek R.)

Dolatujemy do ostatniego łańcucha i tutaj jest praktycznie pionowo do góry, ale to dosłownie 5 kroków i jesteśmy na szczycie.

Pierwszy strach odchodzi i zaczynamy podziwianie widoków. Jeśli pogoda dopisuje to widoki zapierają dech w piersiach.

Chmurki nam nie przeszkadzają, a wręcz uwielbiam uczucie jak chmury wchodzą w nas. To uczucie świeżości i lekka wilgoć na twarzy.

Ahoj!!! 🙂 jesteśmy na szczycie.

Na koniec, pamiętajcie aby wszystkie ślady naszej obecności zabierać ze sobą, nie śmiecimy i nie niszczymy niczego w naszych kochanych Tatrach!!!

Jako bonus do szlaku dorzucam zdjęcie z 1988 roku autorstwa Piotra D.

 

Borys Sier