Tak niewiele trzeba do szczęścia

Kilka tygodni przed wyjazdem, zaczęliśmy z mężem planować wyjazd, uwielbiam planować, więc byłam w swoim żywiole. Plan wyjść przemyślany, a więc wyruszamy w nasze ukochany Tatry…. Kolejny jednak raz życie ułożyło swój scenariusz, troszkę odmienny od tego, który ja planowałam.

Trzeba było wymyślić przyjemną i niezbyt męczącą trasę, gdzie by to pójść? Przechadzając się na spacerze pod skocznią, zastanawialiśmy się, gdzie jeszcze nie byliśmy? Rzut oka na mapę i wiem! Rusinowa polana i Gęsia szyja. Zazadnia, Wierch Poroniec? a gdzie to niby jest? 😀 Rzut oka do internetu i już wszystko wiem

A więc start… Nasz plan to Zazadnia-Rusinowa Polana- Gęsia Szyja- Schronisko Roztoka. Cała zaplanowana trasa była dla nas nowa. O 6:00 rano stawiliśmy się na PKS, bus na Morskie Oko już był, jednak zanim zebrali się ludzie to chwile trwało i wyjechaliśmy 6:20. Po drodze weszło jednak tyle ludzi, że zastanawiałam się, czemu nie można było wyruszyć wcześniej? Już na pierwszym przystanku zapełniłby się bus. Podczas jazdy miałam chwilę stresu, bo mieliśmy wysiąść w Zazadni, tylko gdzie to? Kierowca powie? Pewnie zapomniał, a ludzi tyle, że nie ma jak się przecisnąć. Uff, Na szczęście udało się, akurat też ktoś wysiadał.

No to zaczynamy wędrówkę. Zazadnia położona jest przy wylocie Doliny Filipki, około 12 kilometrów od Zakopanego, jedzie się busem w stronę Morskiego oka. Po Zazadni jest jeszcze przystanek Wierch Poroniec. Nasza droga z Zazadni przez Wiktorówki wiedzie niebieskim szlakiem przez las, dosyć spokojnie pod górę, dopiero przed sanktuarium schodami pniemy się do góry.

fot. Anna Chałubek
fot. Anna Chałubek

Chwila wytchnienia i trochę zadumy, bo koło Sanktuarium Matki Bożej Królowej Tatr na kamiennym murze wmurowane są tablice, które upamiętniają ludzi, którzy zginęli w górach.

fot. Anna Chałubek
fot. Anna Chałubek

Dalej niebieski szlak wiedzie po stromych schodach. Ciężkie podejście nie trwa jednak zbyt długo. Szybko wychodzimy z lasu, a następnie podchodzimy dość swobodnie na Rusinową Polanę ( 1210m n.p.m). Po około godzinie spacerkiem naszym oczom ukazał się piękny widok. Jak miło odpocząć w takim miejscu. Oboje jesteśmy wręcz oczarowani tym pięknym miejscem. Ludzi niewiele, cisza, spokój. Jak to się stało, że jesteśmy tu pierwszy raz?

fot. Anna Chałubek
fot. Anna Chałubek
fot. Anna Chałubek

Słońce zaczęło świecić coraz mocniej, zdecydowaliśmy więc iść dalej. Zielonym szlakiem idziemy ok 20 min po schodkach mocno w górę. Chwila cienia, uff, co za ulga.  Po chwili docieramy na Gęsią szyją i spotykamy cudowne, pozytywne „starsze” Panie. Jeśli to przeczytają to wszystkie serdecznie pozdrawiamyJ Gawędziliśmy z nimi chwilę i pytam, gdzie Panie idą? Jedna z nich odpowiada na Gęsią szyją… J mówisz i masz, ależ Pani była zadowolona i zaskoczona 😀 Sesja zdjęciowa zrobiona, kroczymy więc dalej w nieznane.

fot. Adam Chałubek
fot. Adam Chałubek

Po kilkunastu minutach i łagodnym zejściu, trafiliśmy na Rówień Waksmundzką i dalej szlakiem czerwonym ruszamy w kierunku Wodogrzmotów Mickiewicza. Przed namiok 1,5 godziny wędrówki.

fot. Adam Chałubek

Droga raz w górę, raz w dół. Przez chwilę aż biegłam, bo nie lubię przedzierać się wysoką trawą, pełną robaczków, gdzie wokół lata pełno różnych owadów, a taka drogą właśnie szłam. Na szczęście droga jest bardzo zróżnicowana i otacza nas piękny krajobraz.

fot. Anna Chałubek
fot. Adam Chałubek

Przyznam szczerze, że droga mi się trochę dłużyła, aż w końcu dotarliśmy na „autostradę”, gdzie oczywiście było mnóstwo ludzi. My szliśmy z nim tylko chwilkę, bo skręciliśmy zielonym szlakiem do schroniska Roztoka w dolinie Roztoki, w którym też jeszcze nie mieliśmy przyjemności być, aż do dzisiaj. Bardzo zaskoczyła nas liczba ludzi, spodziewaliśmy się tłumów, a tymczasem było niewiele osób. Zamówiliśmy drugie śniadanko, czyli oczywiście twaróg i świeże bułeczki, tego właśnie mi brakowało, a na deser…. szarlotka. Mniaaaaam….

fot. Anna Chałubek

Wspominam to teraz i myślę sobie jak to niewiele człowiek potrzebuję do szczęścia 😀 Bardzo trudno było zebrać się i ruszyć w drogę, ale tak o to, nasza trasa dobiegła końca. Znaną drogą wróciliśmy do Palenicy Białczyńskiej i busem do Zakopanego.

 

Anna Chałubek