Tatrzańskie mity i legendy cz.1

Góry pokochałem od pierwszego wejrzenia a dodatkowym aspektem który nadaje im magii to gawędziarstwo i piękne opowieści, najczęściej opowiadane przez starszych miejscowych. Zapytajcie czasem starszego górala lub góralkę o ciekawą opowieść a zdziwcie się sami.

Jak wszyscy wiemy po całym świecie krążą mity i legendy, różne i różniste. W Tatrach i ich najbliższych okolicach również powstało kilka legend.

Postaram się wprowadzić was w magiczny świat Tatrzańskich mitów i legend.

Według mnie jedną z najpiękniejszych i najciekawszych legend jest legenda o Krywaniu, dla Słowaków jest to raczej legenda narodowa ponieważ Krywań jest ich świętą górą ale o świętych górach innym razem. Chociaż legenda bardzo krótka to wywołuje u wielu wzruszenie.

Krywań

„Po stworzeniu świata Pan Bóg wezwał do siebie najsprytniejszego anioła i polecił mu, by rozrzucił po świecie worek atrakcji przyrodniczych. Anioł, spełniając polecenie Boga, upiększał krainę po krainie, aż przyleciał nad tatrzańskie szczyty. Nie docenił jednak ich wysokości i podczas lotu zaczepił skrzydłem o jeden z nich. Worek napełniony atrakcjami rozerwał się i pod skaliste szczyty wysypały się przepiękne bystrzyce, jeziora, polany, łąki i lasy. Po dolinach rozbiegły się jelenie, kozice, świstaki, niedźwiedzie i wiele innych zwierząt. A szczyt, który znalazł się na drodze nieuważnego anioła, lekko się skrzywił.”

Teraz przejdźmy na Polską stronę i dowiedzmy się jak postało jedno z słynniejszych miast Polski.

 

Zakopane

 

Przed wiekami pod Tatrami rozciągała się gęsta puszcza. Najbliższe ludzkie osiedla były w dolinie rzek Białego i Czarnego Dunajca. W głąb puszczy zapuszczali się tylko myśliwi, bo zwierząt i ryb było mnóstwo. Górale jedynie patrzyli na szczyty gór. Jeden gazda z Szaflar, a wołali go Piotr, był ogromnie ciekaw, jak tam jest pod Tatrami?

Postanowił osiedlić się pod Tatrami. W swoją wyprawę zabrał tylko trochę jedzenia i ciupagę. Po długim marszu Piotr dotarł na maleńką, leśną polanę przy potoku – Jest tu pięknie – tu zostanę, pomyślał Piotr. Następnego dnia Piotr zabrał się ostro do pracy. Rąbał las, suszył drzewo, a gałęzie i pnie palił, by ziemia była żyźniejsza. Gdy zgromadził odpowiednią ilość drzewa zbudował szałas, w którym zamieszkał. Na pozyskanej ziemi przez wyrąb drzewa uprawiał ziemniaki, owies, warzywa. Po pracy chodził na polowanie, łowił ryby w górskich potokach. Był szczęśliwym człowiekiem. Polanę, na której gazdował Piotr, ludzie z okolicznych wiosek nazywali “Kopana”, a gazdę Piotra okrzyknięto Gąsienicą, a to z powodu pasiastego odzienia, w którym chodził. Później ludzie mówili, że Gąsienica siedzi na “Za kopane”. A z czasem przyjęła się nazwa Zakopane. I tak już zostało. Pewnego dnia odwiedził Piotra jego najstarszy brat Jędrek.

– Jak Ci się gazduje? – spytał młodszego brata.

– Dobrze, mam swój szałas, małą gazdówkę, poluję na zwierzęta, łowię ryby. Jest tu pięknie! Tu już zostanę! – odpowiedział Piotr.

– Baby nie masz – powiedział Jędrek.

– A skąd ja tu babę znajdę? – spytał Piotr.

– W naszej wsi jest piękna dziewka o imieniu Kasia, może wziąłbyś ją za żonę? Piotr z Jędrkiem poszli do wsi. Kasia okazała się śliczną dziewczyna, a i Piotr spodobał się Kasi. Rodzice ich pobłogosławili i wyprawili wesele. Młodzi zamieszkali w szałasie u Jędrka w Zakopanem. Po dwóch latach przyszedł na świat syn Szymon, później urodził się Paweł i córki Marysia i Hania. Synowie Szymon i Paweł byli myśliwymi i budorzami. Córki pomagały w domu i pięknie szyły i haftowały góralskie odzienia. Z czasem dzieci Piotra i Kasi założyli własne rodziny. I tak ród Gąsieniców się rozrastał. Wszyscy zwali się Gąsienice – postanowili więc, że będą dobierać sobie przydomki, po których można ich będzie odróżniać. W Zakopanem były rodziny Gąsieniców Danieli, Kasprusi, Szymoszków, Bednarzy, Szostaków i wiele jeszcze innych. Do dziś się mówi, że w Zakopanem kapusta nie urośnie, bo za dużo jest Gąsieniców.

Jedna z najsłynniejszych legend i również uważana przeze mnie za jedną z najpiękniejszych Polskich legend. Uwierzcie mi, że redagując ten tekst słucham dobrej muzyki i czytając te legendy może zakręcić się łezka w oku. Oczywiście tym którzy jak ja całe swoje serce oddali Tatrom. Znajdziecie w niej wiele znanych nazw szczytów i gór jako imion.

 

Dzielny Giewont

Świat był kiedyś inny. Wielkie wody zalewały nasze ziemie. W głębinach żyły różne stwory. Był i smok. Swego czasu ożenił się z Magurą. Z tej miłości przyszły na świat ich dzieci, a było ich sporo. Synów mieli sześciu: Hawrań, Muran, Garłuch, Krywań, Wołoszyn, Giewont. Mieli tez córki: Świnica, Zolto, Niebieska, Skrajna, Pośrednia i Zadnio. Kiedy dzieci podrosły, wezwała ich dobra matka Magura i spytała, kim chcą być w życiu. Hawrań odpowiedział, że rybakiem, Murań – murarzem, Garłuch – śpiewakiem, Krywań – kowalem,

Wołoszyn – pasterzem, Giewont, najmłodszy i najsilniejszy z braci, odrzekł: Ja będę rycerzem, by moi bracia i siostry w spokoju żyli. Ja ich będę bronił. Brat Giewonta, Krywań, który został kowalem, ukłuł dla niego piękną zbroję. Giewont na murach zagrody stał i pilnował, by jakieś dziady nie podeszły. A siostry, jak to baby. Świnica koło świń gazdowała, Zolto i Niebieska odzienie dla chłopów szyły. Skrajna, Pośrednia i Zadnio w domu dla chłopów warzyły. Osobita była najbardziej urokliwa i zalotna. Oczka ku chłopom puszczała i pięknie się śmiała. Chłopcy się do niej zalecali, ale ona czekała na królewicza z bajki. Pewnej nocy się jej śniło, że nadszedł on z północy. I tylko w tamtą stronę świata patrzyła. Był sobie król Mróz, ziemią północy rządzący, a blada Zima była jego kochanką. Król Mróz dowiedział się o pięknej Osobicie. Wysłał posłańców ku niej, ale Giewont na murach stał, raz po raz ich przepędzał. Posłańców srogo pobił, a i kości połamał i za mur wyrzucał. Zezłościł się król

Mróz na Giewonta i postanowił się zemścić. – Musimy go obalić, bo będzie z nami źle rzekł Mróz do Zimy. Radzili kilka lat, jakby Giewonta pokonać podstępem, bo siłą go wziąć nie sposób było. Aż uradzili. Zima się pięknie wystroiła w białe odzienie i zaczęła się ku Giewontowi zalecać i bałamucić go. A baby to potrafią, niejeden chłop rozum przez to stracił. A Giewont tez był chłopem i na widok pięknej i zalotnej Zimy serce mu zabiło, że aż zadudniło w górach. Zima bałamuciła Giewontowi: – O, mój kochany, najpiękniejszy, chodź do mnie. A Giewont tylko czekał na zaproszenie, zaczął się do Zimy przymilać. I tak ze sobą flirtowali. A wtedy przebiegły Mróz zamroził ziemię pod nogami Giewonta, lód zakuł go mroźnymi łańcuchami. Na te chwilę tylko czekali posłańcy Mroza. Przewrócili Giewonta, jakby zaraz miał iść spać. I stała się rzecz dziwna, giewont zapadł w sen. Za swym bratem Giewontem płakała piękna siostra Osobita, potoki i jeziora wypełniły się jej łzami. Król Mróz poprosił ja o rękę, jednak Osobita odmówiła. A Zima litościwa baba była. Ze żałości otuliła rycerza białą chustą ze śnieżnych płatków. I tak sobie rycerz Giewont cichutko śpi i spogląda na Zakopane do dziś.

Kolejna potwierdza że na świecie żyją dobrzy i źli ludzie. Pokazuje, że nie należy ufać wszystkim i podchodzić do każdego człowieka z dystansem, ponieważ człowiek nie zawsze potrafi żyć w zgodzie z naturą i być wobec niej fair.

 

O niedźwiadku co człowieka chciał poznać.

 Młody niedźwiadek, który wraz z rodzicami miał legowisko na Hali Gąsienicowej, bardzo pragnął poznać człowieka. Mama przestrzegała go, że jest na to za mały, a świat człowieka kryje wiele pułapek.

– Na spotkanie z człowiekiem masz jeszcze czas – przekonywała mama.

– Ale ja chcę poznać człowieka – płakał mały niedźwiadek.

– Mama ma wiele racji, świat człowieka jest niebezpieczny dla tak małych niedźwiadków – odrzekł ojciec niedźwiadka – ale skoro chcesz go poznać, to musisz być bardzo ostrożny!

Mały niedźwiadek, aż podskoczył z radości.

– Będę uważał, a jak wrócę ze spotkania z człowiekiem, to wszystko opowiem – radośnie

odpowiedział miś. Przed wyprawą mocno się przytulił do mamy i taty. Mały mis pobiegł najpierw na Kasprowy Wierch, potem zbiegł na Hale Goryczkową. Tam zobaczył dzieci pasące owce. Podbiegł do nich i zapytał:

– Czy wy jesteście ludźmi?

– Chyba jeszcze nie – odrzekły dzieci.

– A gdzie ich mogę spotkać? – zapytał zatroskany miś.

– Nasi rodzice są na Kondratowej – odpowiedziały dzieci i pobiegły w kierunku lasu. Tuż przed Kondratową na pniaku siedział stary góral i palił fajkę. Zobaczył go niedźwiadek i zapytał:

– Czy ty jesteś człowiekiem? Gazda odrzekł:

– Kiedyś byłem młody to byłem człowiekiem, a teraz jestem stary, jaki ja tam człowiek.

Niedźwiadek nie rozumiał wypowiedzi gazdy. Zauważył to góral i powiedział do niedźwiadka:

– Pobiegnij do Kuźnic, a tam jest sporo ludzi.

Niedźwiadek podziękował góralowi i pobiegł do Kuźnic. Tuż przed Kuźnicami, niedźwiadek spotkał myśliwego, który szedł na polowanie, na Kondratową. Jaki dobry początek polowania, pomyślał myśliwy, który zauważył niedźwiadka. Miś nieśmiało spytał myśliwego:

– Czy ty jesteś człowiekiem? Bardzo pragnę go poznać.

– Jestem myśliwym, zaraz cię upoluję! Zaśmiał się myśliwy.

Wtedy niedźwiadek przypomniał sobie o radach rodziców by był ostrożny w poznawaniu ludzi. Przypomniał sobie i o myśliwych, którzy mają strzelbę i polują na zwierzęta. Popatrzył na myśliwego i zrozumiał ostrzeżenia rodziców. I czym prędzej pobiegł w kierunku lasu, myśliwy strzelał do misia, ale niecelnie. Niedźwiadek szybko dotarł na Halę Gąsienicową, zobaczył na polanie rodziców i bardzo się ucieszył. Wszystko opowiedział mamie i tacie, którzy go przytulili.

– Nie martw się, już wkrótce razem ruszymy w świat, a wówczas poznasz świat ludzi, tych dobrych i złych. Z dobrymi ludźmi się zaprzyjaźnisz, a złych będziesz unikać.

Na dziś to koniec. Nigdy nie zrozumiem jak do bezbronnego zwierzęcia można strzelać lub użyć siły przeciwko niemu. Część druga niebawem.

 

Borys Sier