Tatrzańskie mity i legendy cz.2

Legenda o Mnichu z nad Morskiego Oka

Na Spiszu po słowackiej stronie Tatr, w klasztorze, żył mnich Cyprian. Górale klasztor ten nazywali Czerwonym, od koloru cegły z której został zbudowany. Cyprian jakoże był mnichem uzdolnionym, pracował w owym klasztorze, jako: lekarza, aptekarz i zielarz. Ponadto interesował się alchemią, dzięki której nauczył się robić materiały wybuchowe i tworzyć lustra.

Największym marzeniem mnicha było wzbicie się w przestworza, tak jak robią to tatrzańskie orły. Dlatego długie lata poświęcił na budowę maszyny, która miała pozwolić mu latać. Mnichowi udało się w końcu zbudować maszynę, która wyglądem przypominała trochę ptaka a trochę rybę. Maszyna zbudowana została z drzewa cisowego, a dla lepszego efekty płótna nasycono żywicą.

Pewnego razu, kiedy brat Cyprian przebywał w swej celi, w lustrze które sam wykonał zauważył tatrzańskie jezioro, nad którym stała młoda, piękna pasterka pasąca owca. Serce mnicha, zabiło mocniej i wtem ujrzał że dziewczyna z lustra patrzy w jego kierunku.
– Cyprianie, jeżeli pragniesz mnie ujrzeć, przyleć do mnie swoją cudowną maszyną ? – rzekła pasterka, i gorąco uśmiechnęła się do zdolnego mnicha.
– Tak, pragnę cię ujrzeć. – przytaknął Cyprian, a wtedy obraz ślicznej pasterki zniknął z lustra. Nagle mnich usłyszał donośny głos z Nieba.
– Skrzydła otrzymały ptaki i jedynie im jest dane latać, aż do czasu. – niebiosa ewidentnie ostrzegały Cypriana przed próbą lotu. Lecz w owej chwili w celi pojawił się diabeł, którego celem był skuszenie Cypriana, aby przeciwstawił się niebiańskim ostrzeżeniom.

– Dziewczyna czeka tam na Ciebie – kusił czart
– Nie wolno mi, niebiosa mnie ostrzegły przed lotem
– Czyż nie słyszałeś, że ludziom nie wolno latać aż do czasu. Właśnie nadszedł ten czas – czort dalej kusił mnicha.
– Nie mogę – rzekł już mniej pewny siebie zakonnik
– Oczywiście, że możesz. Na cóż innego otrzymałeś tak wielką mądrość, która pozwala TOBIE uzdrawiać i tworzyć tak niezwykłe wynalazki.
– Masz rację, to jest zapewne próba – odparł mnich pewny siebie i ruszył po swoją maszynę. Diabeł zatarł ręce z zadowolenia i pomógł Cyprianowi przenieść maszynę z czerwonego Klasztoru na szczyt Trzech Koron.

Gdy Cyprian usadowił się w maszynie, przez chwilę chciał się wycofać, lecz w tej chwili czort swoją mocą zepchnął go z góry. Rad nie rad mnich musiał uruchomić maszynę i ratować się lotem. Kiedy zmierzał w kierunku Morskiego Oka, na niebie zgromadziły się czarne chmury. Pomimo silnego wiatru Cyprianowi udało się bezpiecznie wylądować nieopodal pasterki. Dziewczyna na widok mnicha w dziwnej maszynie mocno się z przeraziła i w tej chwili Cypriana dosięgła kara niebios. Piorun uderzył nieposłusznego mnicha zamieniając go w skalny głaz, który dziś nazywany jest Mnichem.

 

Zaczarowany skarb

Dawniej w górach żyli zbóje, ale z czasem los okolicznych mieszkańców poprawił się i zbóje ludowi już nie potrzebni byli. Wśród mieszkańców krążyła legenda o zbójeckich skarbach. Jasiek z Kościeliska bardzo lubił tych opowiadań słuchać, to też często chadzał na góralskie posiady do starych gazdów. Pewnego razu Jasiek udał się do starego Zubka, gdzie spotykali się gazdowie aby wspominać stare czasy.

Wśród nich był gazda nazwiskiem Mateja, który za młodu był zbójnikiem i najwięcej ze wszystkich o skarbach wiedział. Jasiek nawet nie podejrzewał starego gazdy o zbójecką przeszłość, ale bardzo lubił słuchać jego opowiadań.  Mateja opowiadał jak to zbóje napadali na bogaczy przejeżdżających przez góry a skarby te zakopywali w dolinie Kościelskiej.Zbójnickie kotliki pełne złota i kosztowności miały się znajdować w jednej z jaskiń pod skalna półką. Inne osoby ostudzały zapał młodego Jaśka ostrzegając, że na skarby te rzucono klątwę i ten kto je zabierze to tylko na swą zgubę. Mówiono bowiem, że Harnaś przyprowadził czarownice, aby ukarała każdego kto sięgnie po złoto.

Teraz skarby są ukryte, a pamięć o nich pozostała jedynie w opowiadaniach starych gazdów. Jasiek nie pomny słów przestrogi, które mówiły o klątwie i utrapieniach, osób, które skarb odkopią i zabiorą, postanowił skarb ten odnaleźć. Kilka lat zajęły mu poszukiwania, do niektórych miejsc wracał kilka razy, sprawdzał dokładnie, by być pewnym, że niczego nie pominął. Aż nadszedł dzień w którym Jasiek odnalazł skalną półkę, pod którą został ukryty skarb. Wielkie skrzynie wypełnione, kosztownościami, złotem i srebrem.

Początkowo Jasiek miał wątpliwości, skoro legendy o skarbie były prawdziwe to równie o urokach mogły być prawdziwe. Coś jednak szeptało Jaśkowi, że po tylko latach czary straciły moc. Jasiek wziął więc sakiewkę ze skarbem, wejście do jaskini ze skarbami dobrze ukrył i wrócił do domu. Nie przeczuwał tego co ma się wkrótce wydarzyć. Po kilku dniach zaczęło padać Jaśkowi bydło, myszy zjadły jego zboże, sam popadł w chorobę. Nie chciał jednak rozstawiać się ze skarbem. Jednak kiedy zachorowała jego żona i dzieci udał się do gazdów po radę. Ci nakazali mu zwrócić skarb, który trzyma w domu i zapomnieć o reszcie złota i kosztowności.

Jasiek niechętnie, posłuchał rady gazdów, kiedy zwrócił skarb, jego rodzina natychmiast wyzdrowiała. W kolejnym roku miał lepsze plony niż wcześniej a i w krótkim czasie dorobił się nowego konia i innych zwierząt. Od tamtej pory również Jasiek często gazdował i przestrzegał innych przed szukaniem zaczarowanych kosztowności.

 

Legenda o Janosiku

Legenda o Janosiku przekazywana jest z pokolenia na pokolenie, nie ma nigdzie zapisów tej historii. Janosik żył w Białce Tatrzańskiej, która była siedzibą grupy zbójników. Zbóje jako panowie Podhala nikogo się nie bali, byli bowiem silnymi mężczyznami o rosłej posturze. Tak naprawdę Janosik nie nazywał się tak od początku, wcześniej był to Janek. Jego matka przedwcześnie zmarła, a ojciec mieszkał w Krakowie.

Janek nie chciał pracować dla Pana, tak jak reszta chłopstwa. Za nieposłuszeństwo syna, kazano pobić ojca, co było przyczyną jego śmierci. Chłopiec nie miał już nikogo na tym świecie. Pragnął pomścić los ojca i Podhalan, którzy pracowali ponad swoje siły, a mimo to cierpieli głód.  Janek postanowił przyłączyć się do zbójników, w tym celu  udał się w góry do ich jaskini. Aby zostać zbójeckim kompanem musiał przejść ciężką próbę i wiele sprawdzianów.

Kiedy udało się Jankowi dojść do zbójników, ci akurat zmierzali do wielkiej jaskini. Niedaleko znajdowała się druga jaskinia zamieszkiwana przez boginki, była ona po drugiej stronie niedźwiedziej góry. Trzecia jaskinia była już w Tatrach Liptowskich, to właśnie w niej Janek chronił się długo ze swą ukochaną Maryną. Gdy Janek dogonił zbójników, drogę zagrodzili mu wartownicy, którzy zabezpieczali zbójników przed panami. Chłopiec na pytanie dokąd idzie odpowiedział, że chce się przyłączyć do zbójników. Ci jednak mu nie uwierzyli. Zbójnicy postanowili, że chłopiec musi się wykazać.

Musiał przeskoczyć z jednej góry na drugą, co nie było proste bo góry rozdzielała jeszcze rzeka. A p drugie musiał ładnie zaśpiewać i zatańczyć, bo tak przystało prawdziwemu zbójnikowi. Janek wiedział, że mimo trudności zadań, są one wykonalne. Zbójnicy poszli wojować więc Janek dostał czas na ćwiczenia. Chłopcu strasznie dłużył  się czas więc postanowił pospacerować w kierunku gór, jednak zabłądził w głębi bukowiańskiego lasu. Na szczęście Janek dojrzał światełko i podążył w jego kierunku. Ujrzał chatkę, więc wszedł do środka i pochwalił Boga.

W izbie zobaczył kobietę, która była czarownicą i poprosił ją o nocleg.  Kobieta ostrzegła chłopca, że mieszkają z nią jeszcze dwie siostry, które mogą go zabić. Janek jednak nie miał siły iść dalej i postanowił spędzić tam noc.  Ułożył się wygonie na ławie i zasnął. Gdy przyszły pozostałe dwie czarownice, postanowiły nie zabijać Janka, gdyż  bardzo chłopiec im się spodobał, musiał jednak poddać się próbie.  Polegała ona na położeniu rozpalonych węgli na brzuchu. Janek przetrzymał próbę mimo iż gorące węgle wyżłobiły mu dziurę w brzuchu.  Czarownice postanowiły pomóc chłopcu w zostaniu zbójnikiem.

Jedna kobiet  pozbierała podkowy końskie, aby wykuć mu ciupagę zbójecką. Druga upolowała zwierzę, aby wykonać mu opaskę zbójecką. Trzecia zbierała len i uplotła mu koszulę. Ciupaga pomogła mu przeskakiwać z góry na górę i mogła rąbać ośmioro drzwi na raz, na dziewiątych traciła swą moc. Opaska dawał mu dawał mu nadprzyrodzoną siłę, tak że mógł wyrywać drzewa z korzeniami, a koszula nie przepuszczała kul.

Rankiem Janek wyszedł z chaty na spotkał się ze zbójcami. Przypomnieli mu o warunkach, które musi spełnić aby do nich dołączyć. Chłopiec odbił się na ciupadze i przeskoczył z góry na górę. Harnaś jednak nie chciał przyjmować Janka do swej zbójeckiej grupy więc zdecydował aby Janek zmierzył się siłą ze zbójnikami. Oczywiście dzięki koszuli pokonał wszystkich. Wobec tego postawił  mu się sam Harnaś. Było trudno pokonać Harnasia, gdyż siłą dorównywał  turowi. Jednak za pomocą podarków od  czarownic, udało się pokonać Jankowi i Harnasia. W dowód szacunku Harnaś zdjął swą wysoką, zbójecką czapkę, założył mu ją na głowę i nazwał Janosikiem. Odtąd wszyscy szanowali Janosika teraz obaj byli panami Podhala.

Janosik zabierał bogatym panom a pomagał biednym aby nie pomarli z głodu. Zawsze wymykał się wojsku z rąk. Postanowiono więc uciec się do podstępu. Powiedziano Marynie, że Janosik po słowackiej stronie znalazł sobie inną dziewczynę, którą kocha. Była to podstępne kłamstwo. Janosik nigdy nie zdradzał Maryny. Ale Maryna jak to kobieta ze złamanym sercem uwierzyła w te kłamstwa i postanowiła pomóc wojsku. Gdy Janosik tylko wszedł do izby, Maryna odpięła mu opasek, zdjęła koszulę i rzuciła je do przepaści razem z ciupagą. Po chwili wbiegła straż aby pojąć Janosika. Maryna dopiero wtedy zdała sobie sprawę, że to pułapka i co właśnie zrobiła. Było jednak na to za późno. Sąd wydał wyrok powieszenia Janosika na haku za “pośrednie źebro” (ostatnie żebro)

Maryna cały czas płakała i przepraszała Janosika. Ten jednak jak przystało na prawdziwego zbója palił fajkę i konał w bólach i męczarniach. Podobno wypalił funt tabaki zanim zmarł. Maryna przytuliła się do niego, a Janosik chcąc ją pogłaskać, nie zdawał sobie sprawy jaka siła pozostała mu w ręce i zgniótł jej czaszkę. Tak oto zginęli oboje.

 

O śpiących rycerzach

Dawno , dawno temu, polskie, wojsko, przywędrowało od Krakowa czy gdzieś od Poznania i Gniezna, aż w tatry. Przewodził mu król Chrobry. Za naszej pamięci nikt tego wojska tam nie ujrzał, lecz przed wiekami był we wsi Kościeliskiej, czy też w Zakopanem, mały chłopczyk. Chłopiec ten pewnego lata wyganiał stado swego ojca na pastwisko.

Owce się pasły, pilnował ich pies owczarski, a chłopiec, że był zręczny i niesłaby, wspinał się po tych skałach i napotykał jaskinie, do których przed nim nikt jeszcze nie dotarł. Pewnego razu zabłąkał się w nieznane, strasznie czarne i strome urwiska, oślizłe od wody śniegowej, ukryte w gąszczu krzewów i wysokich  świerków. Rozejrzał się dokoła. Ani śladu ścieżki, którą przed chwilą przebył. Z początku przeraził się, ale po chwili pomyślał:

– Jeśli tu doszedłem,, to i wrócę, jak nie tą, to inną drogą.

I aby dodać sobie odwagi huknął na góry, na lasy, huknął raz i drugi. Odezwało mu się echo. Huknął po raz trzeci i skamieniał. Zdało mu się, że słyszy organy, które jakby grały wewnątrz turni, równie potężnej muzyki nigdy jeszcze nie zasłyszał. W tej samej chwili z przeraźliwym trzaskiem rozstąpiły się ściany urwiska i przed oczami pastuszka pojawił się olbrzym cały zakuty w zbroję, ze skrzydłami u ramion, z ogromnym, prostym, szerokim mieczem w dłoni. Stanął ten rycerz w słońcu, jak w złocie, i zawołał:

-Kto ośmiela się budzić nas ze snu wiekowego? Czy nadszedł już czas?

Ale chłopiec, oniemiały z przerażenia, nie potrafił odpowiedzieć, bo też i pytania tego nie zrozumiał. Rycerz zaś, zauważył jego strach i powiedział:

– Nie lękaj się, albowiem nic złego Ci nie uczynię. Pomnij iż jestem wojownikiem, który za swą ojczyznę krew przelewał. A po owym czasie wraz z  kompanami w te góry przyszedłem by zapaść w sen wiekowy. Ale zbudzimy się do życia, gdy ludzki umysł osnowa mądrości się okryje, a serca ich wypełnią wiara i dobroć, które tobie od zawsze towarzyszą. I nie będą mogli ucisku zła wytrzymać. Wtedy też pojawi się chłopiec podobny do Ciebie wybrany z milionów, a jego serce tak jak twoje będzie najgodniejsze z pośród żyjących. On to zakołacze w bramę złocistą i takimi słowy nas zbudzi.

“Wstańcie, wojownicy, ze snu wiekowego, wstańcie i uwolnijcie ludzi, którzy stali się już dobrzy i wielka jest ich wiara, uwolnijcie ich z pod panowania złego. Wstańcie, Ci, którym skrzydła zdobią nieugięte plecy, wstańcie niczym zastępy aniołów, bronić swego ludu.”

– Wszyscy jak jeden mąż to usłyszymy, a że skłamać nie skłamie, uwierzymy w jego słowa. Dosiądziemy swych koni i z mieczem w ręku popędzimy w świat jak pioruny w wielką burzę.

Wierzchowce nasze świerki łamać będą swymi kopytami, ze szczytów potoczą się wielkie głazy. Wody z rzek i jezior opuszczą swe koryta, nastanie gęsta mgła, e której nic się nie dojrzy. Niebo przeszyją błyskawice, które uderzać będą raz za razem bez ustanku. Wszystkie żywe istoty opanuje strach, lecz potem wszystko ucichnie. Pioruny umilkną, rzeki wrócą w swe miejsca, mgły opadną na trawy i kwiaty, zdobiąc je srebrną rosą. A gdy na niebie wstanie jasne słońce, ludzie śpiewać będą i weselić się, bowiem radość ze zwycięstwa nie będzie końca.”

Rycerz skończył przemawiać. A pastuszek nasłuchawszy się tych dziwów padł na kolana i powiedział:

-Pójdę ja teraz , choćby i na kraniec świata i opowiem ludziom coś mi rzekł. Chciałbym mieć wiarę i mądrość tak wielką, by móc nauczyć innych wiary i mądrości potrzebnej do wyzwolenia.

Podniósł  z ziemi go wojownik i rzekł:

-Dostąpisz wielkiej łaski, dane ci będzie zobaczysz nas wszystkich razem, abyś do ludzi, których spotkasz zawołał: “Wierzcie mi, bracia moi, bom na własne oczy widział zastępy wojów mężnych.”

Powiedziawszy to zabrał chłopca do jaskini napełnionej  światłem. Cały dzień nie wystarczyłby aby ją przejść, była bowiem tak ogromna. Ściany groty ozdobione były najróżniejszymi motywami, kwiatami, drzewami, falami, a sklepienie zdobiły przeróżne paprocie i inne zioła. Przebyli kilkadziesiąt metrów i  natrafili na kaplice ze złocistego głazu, na skamieniałe wodotryski, na błękitne podziemne jeziora i stawy, a w niektórych miejscach zdawało się  jakby na nagrobki rozrzucone po cmentarzysku, aż wreszcie wkroczyli do groty tak ogromnej, że jej okiem nie zmierzysz. I w tej jaskini pastuszek, ujrzał przed sobą obraz, jakiego ani wcześniej, ani później nigdy w życiu nie widział. Niezliczone rzędy rycerzy w zbrojach złocistych, ze skrzydłami u ramion, z błyszczącymi mieczami w ręku, siedziały na dumnych rumakach, które na łbach miały pęki białych piór, a na  kopytach szczerozłote podkowy.

Na widok rycerza-wartownika husaria poprawiła się na koniach, nie odezwał się jednak żaden głos, tylko wszyscy spoglądali na przybyłych pytającym wzrokiem. A gdy rycerz krótkie rzucił hasło: “Jeszcze nie!”, od razu rycerze przytuleni do karków końskich na nowo zasnęli i śpią tak od wieków. Rycerz, nim zasnął, jak reszta wojska, kazał pastuszkowi wrócić tą samą drogą i rzekł:

-Nigdy już miejsca tego nie szukaj, bo go nie znajdziesz.

Gdy pastuszek wyszedł z jaskini, zatrzasnęła się złota brama i od razu zapadła się w ziemię, skały się zespoliły i owinął je bluszcz i kosodrzewina, całkowicie maskując to miejsce.  Chłopiec wrócił do swojego stada, które strzegł biały pies owczarski.  Rozmyślał nad tym co widział i słyszał. Opowiedział wszystko ojcu i wyjaśnił, że musi iść z tą nowina w świat aby wszyscy się dowiedzieli o śpiących rycerzach i aby móc ich nauczyć wiary i mądrości, tak by słowa wielkiego rycerza się wypełniły.

A ten, ponieważ jego ojciec był dobrym człowiekiem, powiedział:

– Jesteś synu w łaskach u Boga, boś na własne oczy widział i na własne uszy słyszał, co my z opowieści tylko znamy. Ale jak chcesz ludzi uczyć wielkiej wiary i wielkiej mądrości, skoro sam tego nie pojmujesz? Do szkoły pójdziesz, oświecenia nabierzesz, a potem głosić będziesz tę cudną prawdę. – I tak też się stało.

Pastuszek wyrósł na człowieka mądrego i wielkiej wiary, a że chciał żyć dla drugich, udał się w świat by naprawiać ludzi. Siły jednak miał za mało, a życie za krótkie, żeby wszystkiego dokonać. Uwierzyły mu  tysiące i uwierzą jeszcze tysiące, ale dopóki wszyscy do ostatniego człowieka nie uwierzą w  jego nauką, nie spełni się proroctwo o śpiących rycerzach. Jeszcze nie jesteśmy godni, nie wiemy w gdzie się znajduję wybawienie, lecz mamy nadal nadzieję, że mądrość i wiara zaowocuję na świecie iż Bóg postanowi natchnąć jakiegoś chłopaczka aby odnalazł jaskinię i niekłamliwie powie śpiącym rycerzom:

– Już czas!

 

źródło: polskatradycja

Borys Sier