Wiatr, wiaterek, wiatrunio

Dzień zapowiadał się cudowny pogoda wymarzona bez odpadów deszczu temperatura wysoka, ale nikt nie popatrzył na podmuchy wiatru.

Tym razem zabrałam koleżankę Basie na zdobycie małej części Orlej mianowicie mój cel był Skarny Granat. Wiec tradycyjnie wyruszyliśmy z Kuźnic niebieskim do Hali Gąsienicowej, miedzy czasie tuż po wyjściu z lasu pojawił się podmuch wiaterku, myślimy sobie ze damy rade, ale nieopodal Przełęczy Miedzy Kopami wiaterek zmienił się w przeogromny wiatr ze aż cofał w miejscu- siła niesamowita, ale ze jesteśmy wytrwałe udało nam się go ogarnąć.  Doszliśmy do Hali Gąsienicowej tam odpoczynek, posiłek i dalszy kierunek.

Jako ze pogoda była idealna sporo ludzi na szlaku się mijało ze sobą na Czarnym Stawie Gąsienicowym już było czarno a godzina była młoda, bo to dopiero 10:30. Obeszliśmy staw, a w myślach pojawiła się pierwsza wyprawa na Zawrat- jak by nie było tamtędy już szłam, doszliśmy Nad Zmarzły Staw i tam odbiliśmy na żółty szlak, już tutaj ludzi mało, na spokojnie kilka przed nami, większość podążała w stronę Zawratu, a pod nim grupa chłopaków odpaliła grilla i zorganizowali w tym dniu kawalerski dla kolegi- po powrocie do domu było głośno o tym w wiadomościach.

Tak my się zagadali ze zamiast skręcić i zmienić szlak na zielony, okazało się ze idziemy na Kozia Przełęcz, dlaczego nie styczność z łańcuchami mamy wiec damy rade. Jako ze Basia szła pierwsza czasem nie zauważyliśmy szlaku i wychodziliśmy na dość niebezpieczne odcinki po za szlakiem, później były ekspozycje skalne i cudowne łańcuchy.

fot. Kinga Ś.

W czasie wyjścia w górę mówiłam ze nie chce tenty wracać, miedzy czasie mijał nas chłopak i mówił ze dziś znów po raz kolejny Kozia Przełęcz go pokonała, za chwile schodziła para z tym samym stwierdzeniem. Ja taka odważna mówię ze, co my nie damy rady i tak się stało ze wychodziliśmy coraz wyżej i wyżej aż dotarliśmy na Kozia Przełęcz, a tam dwóch chłopaków mówi ze nie ma szans przejść tego odcinak, za mocno wiej to raz, ręce w rękawiczkach szybko marzną. Ja chciałam zobaczyć czy aby na pewno tak jest, wyszłam na otwarta przestrzeń trzymając się łańcucha, przyszedł taki podmuch wiatru ze mnie przesunęło na skały, a ze byłam w spodenkach to aż chciałam z tego wszystkiego mi je ściągnąć.  Decyzja zapadła- nie ma opcji na to, aby to przejść, nie przy takim wietrze, wiec jak to w życiu bywa góry uczą pokory i my zawrócili.  Schodziliśmy z chłopakami, bo stwierdzili ze nie ma, co a w schronisku czeka na nich zimne piwko, dostaliśmy zaproszenie, ale ze my odważne i młoda godzina stwierdziliśmy ze pójdziemy na Kościelec, bo tam nas jeszcze nie było, no i tak tez się stało.

fot. Kinga Ś.

Mijał nas przesympatyczny pan oczywiście zagadał gdzie idziemy, a my ze wracam z Koziej Przełęczy, jego mina i reakcja była niesamowita powiedział „ czy was dziewczyny nie powaliło w taka pogodę z takim halnym na Orla się pchać, życie wam nie miłe czy co? ”. Miał racje, ale jak powiedziałam ze idziemy na Kościelec to już się nie odezwał.

fot. Kinga Ś.
fot. Kinga Ś.

Trasa na Karb przebiegła dość spokojnie, bo bez wiatru jednak na szczycie wiało dość sporo taki podmuch wiatru delikatny jak muśnięcie motyla chyba ponad 100km/h. Oczywiście sesja fotograficzna musiała być.

fot. Kinga Ś.

Połowa drogi na Kościelec przebiegła mi spokojnie, jednak, gdy się pojawiły kominy skalne podejścia na ścianie zwątpiłam, do tego jeszcze wiatr nie było opcji ze wejdę na szczyt, zaczęły robić się kolejki, a ze Basia uczęszcza na wspinaczkę to takie opcje wyjścia są do zrobienia bez problemu, Ona po tych ścianach skalnych śmigała, a ja za nią, aż do momentu gdzie był taki podmuch wiatru ze mnie aż cofało a noga się poślizgnęła i już całe moje życie przebiegło mi przed oczami. Uspokoiłam się i podążałam dalej i dalej aż tym sposobem dotarliśmy na szczyt.

fot. Kinga Ś.

Tam głupie gadki ze to będzie nowy hotel, bo nawet jak by coś się stało to TOPR nie przyjedzie- mi do śmiechu nie było wcale. A jak pomyślałam ze trzeba wracać ta sama droga to już w ogóle dla mnie dramat, ale jak się wyszło trzeba zejść, choć to trwało troszkę dłużej. Gdy doszłam na Karb powiedziałam ze już nie wejdę na Kościelec- tego dnia mnie pokonał.

fot. Kinga Ś.

Gdy emocje opadły ruszyliśmy niebieskim na Zielony Staw Gąsienicowy później czarnym do stacji dolej przy Gąsienicowym, aż do schroniska, a dalej ze schroniska do Kuźnic na parking i powrót do domu. Wiadomościach mówiło o silnym halnym i o kawalerskim pod Zawratem.

Kościelec ukazał swoje piękno, ale jak dla mnie i strach w oczach, wybiorę się jeszcze na niego, ale nie wiem, kiedy to będzie.

Pozdrawiam

Kinga Ś.